• Wpisów:215
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 00:54
  • Licznik odwiedzin:5 783 / 1880 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Stanęłam pod drzwiami Jego domu, po czym stanowczo nacisnęłam dzwonek. Chwilę później otworzyła Jego mama. Lubiła mnie, jeszcze kilka miesięcy temu przyrządzałyśmy razem obiady w jej kuchni. Uśmiechnęła się. -Dobrze, że jesteś -szepnęła -On jest u siebie, idź tam, proszę Cię. Spojrzałam na jej osłabioną osobę, która nocami wylewała łzy w poduszkę. Weszłam po schodach, wchodząc do Jego pokoju. Siedział przy otwartym oknie paląc szluga. Zaśmiał się ironicznie zaciągając się. -Jesteś z siebie zadowolony? Nie tylko wykańczasz siebie, ale i własną matkę. Widziałeś jak ona wygląda? Nie zauważyłeś tego jak bardzo ją ranisz? Ogarnij się, skończ z tymi fajkami, alkoholem i dragami. Nie bądź pierdolonym egoistą, bo sam na tym świecie nie jesteś! -krzyczałam. Zgasił peta na popielniczce i zszedł z parapetu, po czym przytulając się do mnie cicho szepnął: tęskniłem.
 

 

I już od dawna chyba nie było aż tak źle. Nie chcesz wychodzić z domu. Nie masz na to psychicznej siły. Wychodzisz. Robisz co musisz. Wracasz czym prędzej do domu, którego nienawidzisz. Ale większym piekłem okazuje się świat. Przez całą drogę nie marzysz o niczym innym niż o wygodnych ubraniach, związanych włosach, słuchawkach, iPodzie, Soupie, pościeli, ulubionej poduszce, ostatecznie śnie. Nie chcesz doświadczać życia. Chcesz je przespać, obudzić się kiedy będzie lepiej. Nie chcesz być już tą osobą, której inni oczekują. Chcesz być sobą. Chcesz coś zmienić. Ale nie możesz nic. Wracasz, robisz to o czym marzyłaś. Kładziesz się. Jesteś bezpieczna. Twoje potwory pod łóżkiem pilnują Cię. I tylko ciemność jest Twoim sprzymierzeńcem. Nikt nie widzi Twoich łez. Śpisz. Obecność ludzi Cię nie cieszy. Ktoś zawiódł, ktoś odszedł. Wydawało Ci się, że taka dusza jak Ty nigdy nie przetrwa bez znajomych. Ludzie, których towarzystwo przynosiło Ci niegdyś największą frajdę, jest dla Ciebie mało ważne. Okazuje się, że możesz żyć bez nich. Uczysz się tego. Leżysz w łóżku. Patrzysz w sufit. Gdzie podziały się tamte dni? Kiedy uśmiechałaś się beztrosko, wcale nie zaprzeczając fałszywym uśmiechem na zarzut, że jesteś smutna. Wreszcie jesz za dużo. Spalasz uporczywie z wyrzutami sumienia. Aż za pewnym razem nie chce Ci się. Nie wychodzisz z łóżka na poranny basen czy trening. Zostajesz. I już nigdy więcej nie masz ochoty na to, by powstać
 

 
Jestem strasznym nadwrażliwcem. Bycie nadwrażliwcem to chodzenie po cienkiej linie: jest euforia, czyli nagła radość z drobiazgów albo depresja, czyli załamanie i upadek. Niektóre rzeczy widzę trzy razy mocniej niż inni. Tak jak zauważam różne piękne sprawy, tak widzę syf, którego ludzie nie zauważają. Wrażliwość, która daje mi masę możliwości, musi ze mnie wyjść. Jak zaczynam ją w sobie kumulować, to jest źle.
 

 
Saudade (wym. [sɐw'ðaðɨ], od łac. solitas, Gen. sg. solitatem – samotność) – portugalski i galicyjski pozytywny autostereotyp postrzegany jako wartość narodowa; rodzaj nostalgii i melancholii związanej z silną waloryzacją przeszłości, kontemplacją przemijania i piękna rozkładu, odbieranej z subtelną dumą i radością, w sposób pozytywny. Saudade nie jest chwilowym stanem ducha, lecz jest stale obecne w charakterze osoby, której dotyczy. Kojarzone z dekadencją, choć sami Portugalczycy podkreślają, że termin ten jest nieprzetłumaczalny na inne języki[1]. Ciągła obecność saudade w społeczeństwie stanowi główny wyróżnik portugalskiej tożsamości narodowej.
 

 
Myślę, że w tych gwiazdach odnalazłam cząstkę siebie.[...] Naprawdę zapominam o wszystkim. Ponieważ ta chwila taki właśnie ma cel. Sprawia, że czujesz się tak mały wewnątrz czegoś tak wielkiego i niepojętego. Oddala wszystkie twoje problemy, trudności, wszystkie doczesne chęci, potrzeby, pragnienia, zmuszając cię do
uświadomienia sobie, jakie naprawdę to wszystko jest nieistotne. To tak, jakby Ziemia nagle stała się cicha i nieruchoma, a wszystko, co twój umysł może pojąć czy poczuć, to ogrom wszechświata, i dostajesz zadyszki na myśl o swoim w nim miejscu. Komu potrzebni psychiatrzy? Kto potrzebuje psychoterapeutów czy trenerów motywacyjnych? Pieprzyć ich wszystkich. Po prostu popatrz w nocne niebo i raz na jakiś czas pozwól sobie zagubić się w nim.

  • awatar Agatsi: Spróbuję :) zapraszam do obserwowania mojego bloga :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Ponownie przestałam istnieć. Mam tego dość. Jak długo jeszcze mam nic nie czuć, ani szczęścia, ani smutku, gniewu, zazdrości. Niczego, być zamkniętym zlepkiem atomów, bez specjalnej urody czy inteligencji. Marazm, dno i wodorosty. Nie rozumiem dlaczego chronicznie tracę wszelkie zainteresowanie życiem. Oddycham z przyzwyczajenia, 5 minut patrzę w przestrzeń przez 3 godziny. Czytam książki, pożyczam życie innych by ponownie wrócić do nie-istnienia. Powinno mi to przeszkadzać, powinno mnie to uwierać. Nie jest tak, czuję się jakbym nie miała ciała ani duszy. Nic mnie nie dotyczy, bo mnie nie ma. Nie jestem nawet cieniem cienia. Powinnam sama siebie obchodzić, być dla siebie najważniejsza. Worek z kośćmi i mięsem, nic ponad to.
  • awatar elusive.: Coś czujesz na pewno. Może to być nawet i nic. Nicość to też uczucie.
  • awatar ♦stolen kiss♦: Nasza egzystencja jest marna. Często mam tak, że jestem po prostu bo jestem, jakby mnie nie było to też by było dobrze. Potrafię wtedy większość dnia spędzić w łóżku wpatrując się w sufit. Czy to źle ? Według mnie nie, po prostu jestem wtedy zresetowana. Przy okazji zapraszam na mojego bloga
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dobrze, że mi to piszesz. Lubię słuchać o miłości. A o tej niespełnionej słucha się jeszcze ciszej... Mało dziś spałam, martwiłam się. Naprawdę. Dobrze, że jeszcze żyjesz. Zazdroszczę Ci. Zazdroszczę, że doświadczyłeś takiego uczucia. Dla mnie to obce. Nie potrafię być na wyłączność, jeszcze nie teraz. Choć sama chciałabym, aby ktoś był. Dla mnie, ze mną. To dopiero egoistyczne. Ja się boję takich deklaracji i czegokolwiek "na zawsze". A pierwsze "kocham" ledwo przeszło mi przez gardło. No i słusznie. Ale z perspektywy czasu niczego nie żałuję. Moja werteryczna dusza ma jakiś punkt odniesienia teraz. A Ty przecież wiesz, że nie tak łatwo zaprzepaścić 1,5 roku. Że to jeszcze wróci. I to nie raz. I przecież Ona też może wrócić. Żaden koniec też nie jest wieczny. Dla Ciebie to była ta jedyna, czuć to. Nie wiem czy coś znaczą moje skromne dwie dekady, ale mnie do tej pory najbardziej zraniło milczenie. Nie słowa. Przeraźliwe milczenie. Bolało. Bardzo. I długo. I mi tak cholernie smutno, gdy to czytam, a jednocześnie jakaś nadzieja się rodziła, że taka miłość jeszcze istnieje, Wasza miłość. Naprawdę. Ktoś, kto tak pięknie o niej mówi, równie pięknie musi Ją przeżywać . *"bolą mnie miłości* *których nie przeżyłem"* I ta Twoja boli mnie też. Bardzo. I ja nie wierzę w tak banalny koniec, niemalże mistycznego uczucia. Nie wierzę. Nie kiedy tak bardzo kochasz, tak "na zawsze". Proszę Cię - nie zabijaj się. Wtorek to zły dzień na śmierć. Co byś zmienił, gdyby dało się cofnąć czas?
 

 
To era, w której mężczyzna nie powie, że przeprasza, że tęskni, że popełnił błąd. To era, w której mężczyzna wzdycha, wzrusza ramionami i mówi "trudno".
 

 
Przychodzi taki dzień kiedy zaczynasz robić porządki w pokoju. Przeglądasz szafę i wyrzucasz od dawna nienoszone ubrania. Coś za małe, coś za krótkie. Wyrzucasz wszystkie niepotrzebne rzeczy i zastanawiasz się, które zabrać ze sobą. Co ci będzie potrzebne, do czego masz sentyment, a co musi zostać. Przychodzi taki czas kiedy po raz pierwszy twoja mama na wakacje wyjedzie sama. Czas kiedy odliczasz noce spędzone w swoim łóżku. Kiedy powinnaś się cieszyć a nie potrafisz. Kiedy zaczyna się dziać to o czym zawsze marzyłaś, a w marzeniach wyglądało całkiem inaczej. Dni pełne wątpliwości, kiedy masz ochotę uciec od każdego, od wszystkich, zamknąć się w pokoju i z nikim nie rozmawiać. Coś co miało wyglądać inaczej.
 

 
Kiedyś myślałam, że najgorsze uczucie na świecie to stracić kogoś ważnego. Niestety to nieprawda. Najgorsze uczucie to kiedy zdajesz sobie sprawę, że straciłeś nawet samego siebie.
 

 
Żeby docenić wartość jednego roku, zapytaj studenta, który oblał końcowe egzaminy. Żeby docenić wartość miesiąca, spytaj matkę, której dziecko przyszło na świat za wcześnie. Żeby docenić wartość godziny, zapytaj zakochanych czekających na to, żeby się zobaczyć. Żeby docenić wartość minuty, zapytaj kogoś, kto przegapił autobus lub samolot. Żeby docenić wartość sekundy, zapytaj kogoś, kto przeżył wypadek. Żeby docenić wartość setnej sekundy, zapytaj sportowca, który na olimpiadzie zdobył srebrny medal. Czas na nikogo nie czeka. Łap każdy moment, który ci został, bo jest wartościowy. Dziel go ze szczególnym człowiekiem - będzie jeszcze więcej wart!.
 

 
Wiecie co? Ja już chyba to rozgryzłam. Żeby żyć, trzeba chcieć żyć. Wstawać i to wcześnie, ale nie mieć z tego powodu skwaszonej miny tylko myśleć, że czeka nas cudowny dzień do wykorzystania. Iść tam gdzie trzeba z uśmiechem bo tylko wtedy jesteśmy atrakcyjni. Robić swoje gówno bez marudzenia, zamiast kląć na to w myślach użyć ich do szukania jasnych stron. Wracać do domu i jeść obiad. Zamiast lecieć do komputera wziąć zeszyt i pouczyć się albo najlepiej poddać się swojemu hobby. Zamiast odpalać internet, odpalić muzykę, otworzyć na oścież okno i posłuchać duszy. W weekend wyjść z domu z przyjaciółmi, a nie się od nich odgradzać. Pomagać ludziom, otworzyć się choć troszeczkę, wiecie o czym mówię - uchylić chociaż drzwi tak na szerokość łańcucha. Zacząć zmieniać to, czego nie lubimy, uzbrajając się przy tym w cierpliwość. Mamy za mało czas żeby smucić się za coś, co już dawno zapomniał czas, nie żyjemy w końcu w przeszłości. Zostaw tego złamasa, niech mu się wiedzie z tą wywłoką - na ciebie też przyjdzie czas. Zostaw te wszystkie rany i pozwól im się zagoić, nie sprawiaj bólu samej sobie, nie krzywdź się. Rozkwitnij, bądź piękna i każdego dnia żyj.
 

 
Wiesz co? Bo najgorsze kurwa jest, że świat chce zrobić z człowieka szarą szmatę salutującą w szeregu, przechodnia przechodzącego przez jezdnię. Pasażera kurwa tramwaju powiewającego na rurce z taką twarzą, o. Bez żadnych wypustek. Bez żadnej twarzy. Takiego jak ty. Człowieka-wędlinę. Ja nie chcę taka być.

Nie wyobrażam sobie być z kimś z przymusu, bez powodu czy dlatego, że nie miałabym lepszej opcji. Być z kimś to nie tylko chodzić za rękę i często się spotykać, czy recytować oklepane wyznania miłosne. To jest coś o wiele więcej, nie wiem czy wiesz o czym mówię. To jest być blisko kogoś, jako człowiek. Znać jego nawyki, wiedzieć co go boli i jak mu pomóc. Być skutecznym lekiem na jego smutki, nie móc spać z tęsknoty. Miłość musi być gorliwa i zaborcza, nie może być "od tak". Nie może być monotonna jak codzienność, tylko dzika i nieokiełznana. Nie mówię, że musicie oddychać w tym samym tempie i rozumieć się bez słów. Nie ma dwóch idealnie dobranych osób. Ale te różnice, błędy, czynią z nich ludzi. To jest piękne. Kiedy dwoje najzwyklejszych ludzi którzy mają na swoich kontach zarówno wzloty i upadki zaczynają dzielić ze sobą życie. Nie umiem ubrać w słowa.
Miłość to fascynacja, chęć odkrywania coraz to nowych warstw. To niezwykła odwaga, a kto się nie boi, nie może powiedzieć, że jest odważny.
Musisz być przy tym kimś, bo bez tego nie potrafisz funkcjonować. Ciągle czujesz pustkę której nie możesz niczym zapełnić. Jesteś jak bez nogi, bez ręki, bezwładny, bezsilny.
Każdy ruch drugiej osoby, to czy pocałuje Cię w nos czy w nadgarstek, jest dla Ciebie jak rytuał. Nic nie wyraża uczuć do takiego stopnia jak te drobne gesty. Kiedy trzyma rękę na Twoim sercu i czuje jak ono stopniowo przyspiesza, kiedy gładzi kciukiem Twoją skroń, a Ty uśmiechasz się błogo upajając się rozkoszą która wynika z tego, że przy Tobie jest.
Miłość jest groteską. Przynosi tyle samo bólu co szczęścia. Wynagradza nam wszystko. Wszystkie niedogodności i potknięcia. Dwoje ludzi którzy mogą rozmawiać o wszystkim, mogą na siebie liczyć w każdym momencie, są dla siebie nawzajem ogromnym wsparciem. Ich ciała są jak mechanizm. Należą do siebie nawzajem, współpracują. Bez siebie nie tworzą już tak doskonałego urządzenia. Nie wiem czy zrozumiałeś. Są sobie niezbędni. Potrzebni.
Piszę to, bo kocham.
 

 
Chyba właśnie po tym można poznać naprawdę samotnych ludzi… Zawsze wiedzą, co robić w deszczowe dni. Zawsze można do nich zadzwonić. Zawsze są w domu. Pieprzone zawsze…

Myślą, że mnie znają, bo wiedzą jak wyglądam i znają mój głos, ale nie mają pojęcia co tak naprawdę siedzi mi w głowie, nie wiedzą przez co przeszłam, sama nie chcę pamiętać. Myślą, że mnie znają bo niekiedy z nimi rozmawiam, ale to tylko pozory, nie mają pojęcia kim jestem. Głupcy, nie znoszę ich wszystkich, bo nie zauważają niczego, jak pękam, rozpadam się na kawałki, sypię się i nikt mnie nie zbiera, nikomu się nie chcę. I wcale kurwa, że nie koniec, świat nadal trwa. Nudzi mnie ciągłe zawodzenie się na innych, demaskowanie kłamstw, cierpienie związane z rozczarowaniem więc wysiadam, zaprzestaję oddychać, niech trwa beze mnie.
  • awatar Gość: Fajnie tu *.* Zapraszam do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- Fabio, dlaczego ludzie nie rozumieją tego, co mówię?
- Nie wiem, bo się spieszą, czasu nie mają, chcą krótko i na temat.
- Wiesz, kiedyś, jak jeszcze byłam zdrowa, to chodziliśmy czasem do McDonalda i wtedy pomyślałam sobie, że rozmowy ludzi to jest właśnie taki McDonald. Oby szybko podać i za długo nie czekać w kolejce.
- Dokładnie. Ludzie myślą, że się najedli, a zżarli jakieś gówno. Myślą, że porozmawiali, a pieprzyli głupoty.
 

 
Zazdroszczę ludziom,którzy wiedzą,co chcą robić w życiu.Ludziom,którzy mówią 'będę lekarzem'.I rzeczywiście swój zamiar realizują.Ja nawet nie jestem w stanie stwierdzić , czy wgl jeszcze 'Będę'..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rezygnuje, poddaje się, stacza, opada na dno. Nie, nie dotknęła go jeszcze, ale mało brakuje. Gdy tylko zostaje sama, zamyka się w swoim świecie i marzy, bo już tylko to jej zostało. Płacze, gdy nikt nie patrzy, zdejmuje maskę wesołej, bezkonfliktowej, uroczej dziewczyny, może już kobiety, odkłada ją na bok i widać zniszczony, pełen bólu wrak kiedyś dobrze funkcjonującego pojazdu, poprawnie płynącego statku, normalnego człowieka. Jej oczy już się nie uśmiechają od dawna, odrzuca każdego kto chce się do niej zbliżyć, niczego nie czuje, niczego i nikogo nie potrzebuje. Dlaczego więc nie odejdzie? Bo myśli o swoich bliskich, stwierdziła, że będzie żyła tak długo jak jej dano z góry, będzie to nieszczęśliwa egzystencja, ale wytrwa, na pewno wytrwa..
 

 
Widziałam wielu ludzi , których ten świat złamał.
\Widziałam jak ich złamał na wiele różnych sposobów...
ale nigdy w taki sposób.
 

 
-Kocham Cię..
-Czemu to robisz?
-Bo jak się człowiek żegna , to mówi co czuje.
-Idziesz spać ?
-... Nie
 

 
Mam swój własny świat. Zamykam w sobie ból. Chcę go udusić, a potem wypłakać. Cały czas z nim walczę. Nie umiem się zwierzać, bo bardzo mnie to boli. Wszyscy mają mnie za zakręconą dziewczynę, która cały czas się śmieje. Ale ja się śmieję, żeby nie płakać.
  • awatar zeberkaa: W takich chwilach najlepiej trzymac sie ppzytywnej mysli ze kiedys bedzie lepiej bo przeciez nie moze byc wiecznie zle.. mnie to bardzo kiedys pomoglo...ale nigdy nie chcialabym sie cofnac w tyl do tych chwil..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›